Mała szpileczka czy bezinteresowna rada?

Od dłuższego czasu aktywnie obserwuję dyskusje, które toczą w mediach społecznościowych, głównie, choć nie tylko, na LinkedIn. Większość wypowiedzi uczestników jest  wyważona i niezwykle pomocna w poszukiwaniu pracy. Moje wątpliwości budzą raczej wypowiedzi tzw. napominające.

Co do trolli internetowych – wszyscy wiemy, że ich „dokarmianie” skutkuje tylko przedłużoną działalnością takiego trolla. Należy omijać ich szerokim łukiem i nie wdawać się w zbędne, bezproduktywne dyskusje.

Ale jak odbieracie Państwo posty, które publicznie napominają innych uczestników o popełnieniu np. błędów językowych?

Już studenci pierwszych lat zarządzania wiedzą, że chwalić należy publicznie a ganić indywidualnie. Zdecydowana większość obecnych na LI to osoby z wyższym wykształceniem z dużym bagażem doświadczeń w kierowaniu zespołami. I tak jak pamiętają o zasadach w pracy tak zapominają w przestrzeni publicznej.

Zastanawiam się co zyskuje i traci osoba napominająca publicznie. Po stronie zysków nie dostrzegam wiele. Po stronie strat – co najmniej kiepskie samopoczucie osoby napomnianej. Czy tylko czy aż tyle?

Wyobraźmy sobie identyczną poradę językową, ale wysłaną na priv. Dużo mówi się i pisze o nawiązywaniu kontaktów, networkingu, spotkaniach biznesowych. Wysyłając bezpośrednio do zainteresowanej osoby informację o błędzie np. gramatycznym, po stronie zysków możemy sobie dopisać prawdziwą wdzięczność i ogromną szansę na autentyczną sympatię, co jest ostatecznie najlepszym dowodem na nasze umiejętności nawiązywania dobrych, długotrwałych relacji.

Co myślą Państwo o osobie, która wytyka publicznie błędy innej osobie? Czy dostrzegacie Państwo zalety takiej uwagi? Czy takie zachowanie jest dowodem na jakąś szczególną poszukiwaną kompetencję? Czy w przestrzeni publicznej nie stosujemy zasad dobrego zachowania? Zapraszam do dyskusji.