Mediokracja
Magazyn Sukces

Umiejętnie wykorzystane pomagają budować reputację, 
zdobyć wymarzoną pracę i piąć się po szczeblach kariery. 
Ale media społecznościowe są bardzo wymagającym 
narzędziem autokreacji. Jeden fałszywy ruch i człowiek 
staje się pośmiewiskiem.

„Lecę do Afryki. Mam nadzieję, że nie złapię AIDS. Żartuję. Jestem biała!”. Przez taką wiadomość Justine Sacco, szefowa działu komunikacji nowojorskiej firmy IAC, straciła pracę i wywołała skandal. Jej tweet, gdy 11 godzin później wysiadła w Afryce z samolotu, był już znany na całym świecie, a pracodawca oznajmił tylko, że „nie po drodze mu z panią Sacco”. Było to niemal dwa lata temu, ale do dziś Sacco pamięta, jak przez jedną potencjalnie niewiele znaczącą wiadomość straciła reputację, pracę i przez długi czas miała problem ze znalezieniem nowej. Owszem, tłumaczyła, że miał to być przejaw cynicznego poczucia humoru, ale internet nie rozumie cynizmu. Kiedy tweet przedostał się już do osób spoza kręgu jej najbliższych znajomych, był to wyłącznie rasistowski komunikat dla wszystkich, którzy go przeczytali. – Zdrowy rozsądek to podstawa w budowaniu wizerunku. Bycie „fajnym” za wszelką cenę może się skończyć bardzo, bardzo źle – mówi Rafał Janik, prezes 140 Media Agency i partner reklamowy Twittera w Polsce.
fragmenty z wypowiedziami Anny Szubert:
…Niektóre osoby, nawet mając świadomość, że zdjęcie w Ferrari czy Maserati może zapewnić pewne korzyści, nigdy nie odważyłyby się na taki krok. Jak kreować wizerunek w mediach społecznościowych, jeśli zależy nam, aby ktoś dowiedział się o naszych osiągnięciach, ale jednocześnie mamy naturę osoby skromnej i nie mamy tzw. „parcia na szkło”, czując dyskomfort, gdy chwalimy się swoimi dokonaniami? Anna Szubert, certyfikowany strateg personal brandingu z Personal Branding Polska, uważa że takich osób, wbrew pozorom, jest całkiem sporo, zwłaszcza wśród ludzi dojrzałych, wychowanych w świecie bez Facebooka. – Jeśli opieramy się przed informowaniem otoczenia o swoich sukcesach, warto zacząć od komentowania zdarzeń i zamieszczania informacji o innych ludziach, pod warunkiem, że jest to spójne z naszymi wartościami – radzi Szubert. I podaje przykład: – Jeśli interesuje nas zdrowie, możemy komentować np. nowości medyczne, zdrowy tryb życia i odżywiania.
…Nie trzeba występować w roli aktora pierwszoplanowego, jeśli chcemy budować własny wizerunek i nie opisywać wszystkiego z perspektywy „ja, ja, ja”. – Mogę dostarczać wiedzę pośrednio, pokazując co mnie inspiruje, kogo podziwiam, co cenię, w co wierzę, co jest dla mnie ważne – zauważa Szubert.
…Ponad 90 proc. pracujących osób sprawdza informacje o nas w internecie, a korzyści z silnej marki osobistej są realne. – W moich badaniach z zeszłego roku wśród osób zajmujących się rekrutacjami, ponad połowa przyznała, że zaproponowała pracę osobie, która wcale jej nie szukała, tylko dlatego, że obserwując jej aktywność online uznała, że byłaby cennym pracownikiem firmy – przyznaje Anna Szubert. – Z drugiej strony co czwarty rekruter zrezygnował z zaproszenia kandydata na rozmowę po otrzymaniu CV, widząc jego wątpliwą reputację w internecie – dodaje. Media społecznościowe dają niedostępne kiedyś możliwości: ogromną skalę i szybkość.
…Anna Szubert uważa, że jeśli dobrze przygotujemy strategię, to mniej więcej po roku można już oceniać efekty. – Zawsze powtarzam klientom, że budowanie marki osobistej jest procesem, że zajmuje czas, że to praca na wartościach, które są niemierzalne, ale kluczowe – argumentuje. Tak więc po pierwsze: liczy się cierpliwość.

tekst: Grzegorz Kubera

Magazyn Sukces link