Pasja i praca w jednym stały domu?

Sukces ma swoją cenę. W większości przeczytanych historii o drodze do sukcesu pojawia się wątek determinacji i ciężkiej, wielogodzinnej pracy spędzonej  czy to w drodze do klienta, czy w biurze czy w  domu. Odrobina szczęścia  jest dopełnieniem, wisienką na torcie.

Tymczasem sporo miejsca zajmuje filozofia „work-life balance”. Pracownicy stoją przed nie lada wyzwaniem. Jeśli  siedzisz w pracy fizycznie „po godzinach” wysyłasz sygnał, że nie radzisz sobie z obowiązkami. A więc nie „siedzisz”…

A dane sobie…

Przeczą temu jednak dane dotyczące ilości godzin spędzonych na pracy. Nie piszę „w pracy” ale „na pracy”. Według badań szefowie firm (i zapewne duża liczba dyrektorów i kierowników liniowych) spędzają na myśleniu o pracy, analizowaniu rynku, giełdy, studiowaniu danych itd. ponad 70 godzin tygodniowo. Będąc dostępnym w każdym miejscu i o każdej porze  poprzez urządzania mobilne, pracujemy w samolocie, pociągu, w trakcie przerwy lunchowej, jadąc samochodem.

Średni czas pracy w USA w latach 70-tych wynosił 56 godzin, a od 2000 roku oscyluje w granicach wspomnianych 70. Podobnie jest w krajach Europy Zachodniej, za wyjątkiem Francji gdzie średni czas pracy uległ skróceniu. W Polsce, jak podaje GUS, w 2008 roku aż 82% pracowników zostawało w pracy po godzinach. Prawie milion Polaków pracowało ponad 12 godzin dziennie.

Spójrzmy jeszcze raz na powyższe dane – czas pracy dla wielu z nas w USA, EU, w tym Polsce, jest zbliżony. Gdzie jest work-life balans?

Szaleństwo?

Niekoniecznie. Richard Branson, obserwowany przez tysiące użytkowników Twitter’a, udzielił ważnej lekcji, która jest podstawą budowania własnej marki (personal branding). Połącz pracę z pasją. Jeśli szczerze lubisz swoją pracę, czas spędzony roboczo stanie się przyjemnością. Ale jak wielu z nas powie: „tak, czas spędzony w pracy i na pracy daje mi prawdziwą frajdę”, kto powie: „uwielbiam cyferki” lub „praca z ludźmi to jest to i nic ponad to”? No kto? Czas na ocenę. Zapraszam do dyskusji.